Wyszukiwarka
Sześćdziesiąt lat. Telefon na lotnisku i nerka, która zaczęła wielką zmianę.
Rok 1965. Starsi lekarze z kliniki wyjechali na kongres. Na oddziale zostaje młody doktor Władysław Wrężlewicz. Nagle trafia dramatyczny przypadek: dziewięcioletnia dziewczynka z jedyną nerką, zniszczoną przez ropne zapalenie. Sztuczna nerka — jedna z dwóch, może trzech w całej Polsce — właśnie się zepsuła. Dziecko jest umierające.
Sala operacyjna z pacjentem na stole i telefon — prawdopodobnie wiszący gdzieś na ścianie — przez który profesor podawał precyzyjne instrukcje z hali odlotów na Okęciu.
W takich okolicznościach, instruowany przez profesora Brossa i profesora Kożuszka stojących na lotnisku, przez telefon, doktor Wrężlewicz decyduje się na pierwszą próbę przeszczepienia nerki w Polsce. Finalnie nerka podjęła funkcję, niestety dziewczynka nie przeżyła — była zbyt słaba, zbyt długo bez leczenia.
Wrocław się nie załamał, coś zostało udowodnione.
Kilka miesięcy później, tym razem w sposób planowy, prof. Wiktor Bross przeprowadza we Wrocławiu pierwsze w Polsce udane przeszczepienie nerki od żywego dawcy. Dawcą jest brat — górnik pracujący na przodku. Biorcą — jego siostra, która straciła jedyną nerkę po upadku z rusztowania.
Jak się okazało, samo przeszczepienie to nie było jedyne wyzwanie. Trzeba było jeszcze zawalczyć o to, żeby brat po oddaniu nerki nie dostał papierów inwalidzkich i mógł wrócić do pracy w kopalni. W 1966 roku nikt nie wiedział jak to formalnie załatwić. Wszystko trzeba było wymyślić od początku.
Sześćdziesiąt lat później rozmawiamy z prof. dr hab. Dorotą Kamińską, nefrologiem i transplantologiem z Kliniki Nefrologii, Transplantologii i Immunologii Klinicznej przy 4 Wojskowym Szpitalu Klinicznym we Wrocławiu , która całe swoje zawodowe życie poświęciła temu, co tamci lekarze zaczęli przy telefonie na lotnisku.
Miałam to szczęście, że na początku kariery pracowałam z Panem Profesorem Tomaszem Szepietowskim, który jako bardzo młoda osoba uczestniczył w tych pierwszych przeszczepieniach. Osobiście mi opowiadał, jak to było — mówi prof. Kamińska.
Jak to wygląda dziś?
Sześćdziesiąt lat to przepaść technologiczna. Tam gdzie kiedyś były otwarte rany i długie blizny, dziś jest laparoskopia i małe nacięcia. Tam gdzie była tygodniowa hospitalizacja — dziś są to tylko trzy, cztery dni.
Obecnie dawca po operacji pobrania przebywa w szpitalu 2-3 dni, Rekordziści, głównie pracownicy biurowi, meldowali się w pracy już tydzień po pobraniu, jeszcze ze szwami na ciele — opowiada Prof. Kamińska. — Nie twierdzę, że to była mądra decyzja, ale pokazuje, że to możliwe.
Zanim jednak dojdzie do operacji, każdy potencjalny dawca żywy przechodzi szczegółową kwalifikację — badania od stóp do głów. Okulista, kardiolog, urolog, ginekolog, USG jamy brzusznej, tomografia, pełny panel badań krwi i moczu. U starszych kandydatów czasem nawet koronarografia*. Cały proces zamyka się zwykle w trzech- czterech jednodniowych wizytach w szpitalu, rozłożonych na około dwa miesiące.
*Koronarografia to inwazyjne badanie diagnostyczne naczyń wieńcowych. Pozwala precyzyjnie ocenić stan tętnic serca, co jest kluczowe w diagnostyce choroby wieńcowej
czy zawałów.
Zgodność dawcy z biorcą zaczyna się od ustalenia zgodności grup krwi, dokładnie tak samo jak przy przetaczaniu krwi. Osoba z grupą 0 może oddać nerkę każdemu, ale sama może dostać nerkę tylko od dawcy z grupą 0. Potem badania immunologiczne, żeby sprawdzić, czy biorca nie jest uczulony na dawcę.
Ile lat życia daje przeszczep?
Trzynaście lat. Tyle ma przed sobą statystyczny 25-latek, który trafia na dializę. Z przeszczepioną nerką — co najmniej czterdzieści, a często więcej.
Rozpoczęcie hemodializy to znacznie krótszy okres przeżycia niż rozpoznanie choroby nowotworowej, która nie dała jeszcze przerzutów. A w ogóle się o tym nie mówi — podkreśla prof. Kamińska.
Dializy robią swoje — oczyszczają krew, usuwają toksyny. Niestety robią to tylko przez 12-13 godzin tygodniowo, zamiast bez przerwy jak nerki. . Efektywność to zaledwie 5-10% tego, co robi zdrowa nerka. Reszta toksyn się kumuluje czego efektem jest przyspieszona miażdżyca, zawały, udary. Przeszczep to nie jest lepsza dializa — to zupełnie inne życie.
Dlaczego Polska zostaje w tyle?
W Polsce tylko 5% przeszczepionych nerek pochodzi od żywych dawców. W wielu krajach zachodnioeuropejskich ten odsetek wynosi 20-30 a nawet 50%. Nie dlatego, że Polacy są mniej skłonni do pomocy, i nie dlatego, że system prawny tego zabrania. Polska jest w tyle dlatego, że system nie daje ludziom przestrzeni, żeby podjąć świadomą decyzję.
W pewnym oddziale w Rotterdamie, który przeszczepia około 120 nerek rocznie, pracuje 21 osób niezwiązanych bezpośrednio z opieką medyczną. Są to psycholodzy, koordynatorzy, osoby, które jeżdżą do rodzin do domów i rozmawiają — opisuje prof. Kamińska. Jak ktoś ma zacząć dializy za pół roku, do jego domu przyjeżdża koordynator, robi spotkanie z rodziną. Zawsze kilka osób się zgłasza chętnych by ofiarować swoją nerkę.
W Polsce wizyta nefrologiczna trwa 15 minut — tyle ile NFZ przewiduje na poradę. W tym czasie trzeba zbadać pacjenta, wypisać recepty, wprowadzić dane do systemu.
Proszę zobaczyć, ile my rozmawiamy. Dwadzieścia parę minut. A w tym czasie trzeba było zrobić wizytę i masę innych rzeczy. Gdzie jest przestrzeń na pytania? — pyta retorycznie prof. Kamińska.
Do tego dochodzi dezinformacja. Zdarza się, że lekarz rodzinny mówi pacjentowi rozważającemu donację wprost: „Co Pan chce oddać nerkę, będzie Pan inwalidą."
To nieprawda, ale jeśli to pierwsze co słyszysz o przeszczepach— skąd masz wiedzieć?
Co w takim razie możesz zrobić?
Niezależnie od tego, czy kiedykolwiek zostaniesz dawcą — nerek warto pilnować już teraz. Prof. Kamińska podaje pakiet badań, który jest — jak sama mówi — banalnie prosty do przeprowadzenia i bardzo tani:
- Stężenie kreatyniny we krwi — podstawowy marker funkcji nerek
- Badanie ogólne moczu z ACR — wykrywa śladowe ilości białka, pierwszy sygnał ostrzegawczy
- Pomiar ciśnienia — nadciśnienie u młodej osoby może być pierwszym objawem choroby nerek
Raz na dwa lata u młodych, raz na rok u starszych. I minimum półtora litra płynów dziennie — kawa się nie wlicza.
Sześćdziesiąt lat temu we Wrocławiu ktoś podniósł słuchawkę telefonu i zdecydował się spróbować. Dziś mamy laparoskopię, koordynatorów i protokoły. Wciąż brakuje nam rozmów — tych, które zmieniają decyzje. Jeden dawca. Trzy dni w szpitalu. Czterdzieści lat życia podarowane drugiej osobie. Warto o tym rozmawiać.

prof. dr hab. Dorota Kamińska - jest nefrologiem i transplantologiem z wieloletnim doświadczeniem klinicznym i naukowym. Pracuje w Klinice Nefrologii, Transplantologii i Immunologii Klinicznej przy 4 Wojskowym Szpitalu Klinicznym we Wrocławiu oraz pełni funkcję zastępcy dyrektora ds. medycznych Centrum Wsparcia Badań Klinicznych w 4WSK. Z Wydziałem Medycznym Politechniki Wrocławskiej związana jest od 2024 roku. Jej badania koncentrują się na immunologii transplantacyjnej, kwalifikacji żywych dawców nerki oraz mechanizmach uszkodzenia przeszczepionego narządu. Jest przewodniczącą Grupy Roboczej ds. Przeszczepiania Nerek od Żywego Dawcy w Polskim Towarzystwie Transplantacyjnym oraz członkinią European Society of Organ Transplantation (ESOT).